Górska wyprawa wąwozem Fara San Martino i doliną Val Serviera

Zapraszam do kolejnej górskiej wędrówki. Na wstępie zaznaczę, że jest to dość wymagająca trasa, zapewne nie dla każdego. Na naszej drodze, przez wiele kilometrów, nie spotkaliśmy nikogo. Za jedynych „towarzyszy” służyły nam zapierające  dech w piersi pejzaże, bezlitosne słońce i, gdzieniegdzie, górskie kozice. Cała trasa wymagała od nas przejścia 23 kilometrów, które pokonaliśmy w około 9 godzin.

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Fara San Martino, która jest miejscowością schowaną na wschodnim zboczu masywu Majella, znaną przede wszystkim z produkcji makaronu (dostępnego również w Polsce). Niedługo opiszę szerzej samą miejscowość, jednak na razie skupmy się na… górach.

Na początku miniemy źródła rzeki Verde, aby dalej dojść do niewielkiego parkingu przed wejściem do wąwozu. Właściwie w tym miejscu zaczyna się właściwa wędrówka. Pierwsze kilometry trasy są dość dobrze oznaczone. Jednak na późniejszym etapie z trudem będziemy dostrzegać – zmyte przez deszcz, wypłowiałe na słońcu, porośnięte roślinnością – oznaczenia szlaków.

Wchodzimy do wąwozu, który momentami bardzo mocno się zwęża. Przechodzimy przez niego, czując, że zbliżamy się do czegoś niesamowitego, gdy naszym oczom ukazują się pozostałości klasztoru Benedyktynów – historycznych założycieli Fary. Po obejrzeniu zachowanych ruin klasztoru otwiera się przed nami dolina Santo Spirito, przez którą pójdziemy przez około 4 kilometry mozolnie, ale jednocześnie łagodnie do góry. To tutaj pejzaże staje się naprawdę niewiarygodne. Roślinność, wraz ze zmiana wysokości, staje się coraz to inna, ale cały czas niezwykle bujna. W dolinie mijaliśmy dwa źródła wody, obok których dość bezrefleksyjnie przeszliśmy, by po kilku godzinach wspomnieć je z wytęsknieniem…                               

Cały czas podążając doliną, docieramy w końcu do rozstaju dróg. Możemy pójść w lewo, co według znaku doprowadzi nas do Valle Cannello, lub tak jak my, skręcić w prawo do Val Serviera. Od tego momentu ścieżka bardzo stromo pnie się ku górze przez gęsty bukowy las, gdzie z jednej strony drzewa dają cień, ale z drugiej opadłe liście tworzą dość grubą (i śliską!) warstwę. W pewnym momencie dochodzimy do pierwszego punktu widokowego, z którego możemy podziwiać masyw Majella. Kiedy wydaje nam się, że ścieżka nieco się prostuje, po raz kolejny ostro zakręca i stromo prowadzi nas do punktu na wysokości 1650 m. n.p.m. Według niektórych jest to najwyższy punkt tej trasy, jednak nam wydaje się, że później byliśmy jeszcze odrobinę wyżej.

Ten punkt położony jest pomiędzy dwoma dolinami. Zostawiamy więc za sobą dolinę Santo Spirito i powoli zaczyna ukazywać się nam Val Serviera. Kiedy przejdziemy ścieżkę prowadzącą przez las, wyjdziemy na trawiaste wzniesienie, które opada w dół a my, wraz z nim, schodzimy po skalnym żlebie w kierunku koryta rzeki, które, gdy odwiedzaliśmy to miejsce w połowie lipca, zamieniła się w kałuże i błoto. Przechodzimy przez koryto skacząc między kamieniami. Kiedy wchodzimy zgodnie z oznaczeniem szlaku na drugą stronę, ukazuje nam się szałas pasterski Callarelli, będący schroniskiem górskim dla piechurów i pasterzy. W środku jest bardzo skromnie i surowo, ale czysto.

Kiedy nieco odpoczniemy w tym szałasie, udajemy się w dalsza wędrówkę. Kierując się drogą na wschód, ścieżką, która prowadzi nas przez trawiaste zbocze i kilka skalnych półek, a po prawej stronie coraz bardziej pogłębia się wąwóz, my skręcamy w lewo w kolejny las, który pomoże nam ominąć strome zejście do kanionu. W lesie mamy kilka stromych zejść, z których czasami lepiej zjechać na liściach, niż asekuracyjnie kroczyć. Nagle wychodząc z lasu znajdziemy się powyżej sporego skalnego żlebu, przez który schodzimy, aż znajdziemy się po raz kolejny na trawiastych halach. To właśnie tutaj szlak oznaczony jest bardzo skromnie, a brak źródeł wody i puste bidony coraz bardziej powodują u nas zniechęcenie, przeradzające się powoli w lekką panikę. Ale nagle, ku naszemu zadowoleniu, na bezmiarach trawiastych hal widzimy krzyż, oznaczający szczyt Colle Bandiera, skąd widzimy jezioro Lago San Angelo, wieś Fara San Martino, fabrykę makaronu i wejście do Val Serviera. To naprawdę budujący widok! Ale wioska oddalona jest jeszcze o kilka kilometrów i znajduje się jakieś 800 metrów poniżej. Za krzyżem, na skraju wąwozu, biegnie ścieżka, którą poruszamy się w lewo (gdybyśmy poszli w prawo, trafilibyśmy do pasterskich grot). To właśnie tutaj, na skraju wąwozu, znajduje się nasze wybawienie – źródło wody! Po odpoczynku, napojeniu i napełnieniu bidonów, zaczynamy spokojne, czasami strome zejście, biegnące aż do podnóża góry.

Kiedy zejdziemy z gór, możemy nieco odetchnąć, bo ścieżka u podnóża staje się bardziej płaska. Kierując się ku Fara San Martino, mijamy po lewej stronie wielką fabrykę makaronu De Cecco, a stąd podążając wzdłuż rzeki, asfaltową drogą, docieramy do punktu, od którego zaczęliśmy wyprawę. Wyprawę wąwozem Santo Spirito i doliną Val Serviera trudno nazwać inaczej niż przygodą. Wszystkim, którzy chcieliby się na nią porwać, doradzam dobre przygotowanie fizyczne, jak również, zaplanowanie tej wycieczki wiosną lub wczesną jesienią, gdy temperatury nie sięgają 35 stopni… Że jest to przygoda warta zachodu i wysiłku, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

3 odpowiedzi na “Górska wyprawa wąwozem Fara San Martino i doliną Val Serviera”

  1. Niesamowite!!!!

    Polubienie

  2. […] Zapraszam do czytania ostatnich wpisów:Jovis Natio czyli GiovinazzoDzielnica żydowska w Wenecji, czyli jak narodziło się gettoGórska wyprawa wąwozem Fara San Martino i doliną Val Serviera […]

    Polubienie

  3. […] Zapraszam do zapoznania się z innymi „górskimi” wpisami:1. Monte Morrone – zdobywając szczyt. Trasa górska dla wytrwałych piechurów2. Rocca Calascio – niesamowita wędrówka3. Corno Grande czyli o tym jak najwyższy szczyt Apeninów nas zachwycił4. Górska wyprawa wąwozem Fara San Martino i doliną Val Serviera […]

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi